List czwarty
Najdroższa P.,
Kolejny kontakt z twojej strony był kolejną walką o nierozpadnięcie się na kawałki z mojej. Myślę, że trzymałem się dzielnie. Choć nie jestem szczęśliwy z granicy, jaką postawiłem, to mam wielką nadzieję, że pomoże mi ona przetrwać. Chyba pierwszy raz w życiu ci czegoś odmówiłem. Dlatego jest to dla mnie takie trudne.
No i stało się. Nie planowałem tego. Nie zamierzałem udostępniać ci tego miejsca, ale dałem ponieść się emocjom.
Podobno emocje to zły doradca, ale szczerze mówiąc, nie wierzę w to do końca. Uważam, że emocje pozytywne albo wynikające z pozytywnych uczuć to coś, czemu powinniśmy się poddawać. I mówię to ja, człowiek, który całe swoje życie podejmował decyzje racjonalne, przemyślane i przekalkulowane.
A jednak, patrząc z perspektywy czasu, to te nieliczne momenty, kiedy odpuszczałem chłodne kalkulacje, przyniosły mi prawdziwe szczęście. Tak też było w naszym przypadku. Coś, co teoretycznie nie miało prawa się wydarzyć, dało nam całe dwa lata pięknych chwil, najpiękniejszych w moim życiu.
Jeśli więc ja, twój starzejący się były ukochany, mam dać tobie, wchodzącej w najpiękniejszy okres życia, jakąkolwiek wartościową radę, niech będzie nią to: wybieraj sercem, nigdy rozumem.
Nie wiem, czy będziesz tu jeszcze zaglądała. Nie wiem też, czy ja będę tu coś jeszcze pisał.
Chyba jest coraz lepiej, chociaż ciągle brakuje mi domknięcia. Cały czas zostawiam ci uchyloną furtkę i liczę na to, że kiedyś przez nią przejdziesz. Może przemawiają przeze mnie w dalszym ciągu niezaleczone rany, ale na tym etapie nie wiem, czy ta furtka tak naprawdę kiedykolwiek się zamknie.
Twój, P.